Jestem ojcem. Zaangażowanym ojcem, który kocha swoje dziecko najbardziej na świecie, ale przez długie lata nie umiałem znaleźć pomocy, której szukałem podczas kilku już przebytych postępowań sądowych, aż wreszcie dzięki swoim próbom i błędom zrozumiałem niemalże mityczne sądowe „dobro dziecka” i chcę pomóc innym ojcom w tym bardzo trudnym okresie.
Mam wrażenie, że do tej pory dla ojca w postępowaniu sądowym o opiekę nad dziećmi były dostępne tylko dwie opcje – walczyć o swoje prawa, często z matką i/lub sądem lub zgodzić się (poddać?) modelowi, który proponuje druga strona. Pomijam sytuacje, kiedy rodzice idą do sądu przypieczętować osiągnięte wspólnie porozumienie. Gratuluję takowym i szczerze i pozytywnie zazdroszczę.
Mi nie podobała się ani wizja walki o dziecko, ani kapitulacji. Czułem, że musi być jakieś trzecie wyjście, które pozwoli mi zachować piękną, głęboką więź z dzieckiem i zyskać uznanie jako równorzędnego, równie ważnego rodzica. Przy pierwszej swojej sprawie skapitulowałem, przy drugiej walczyłem, do trzeciej podszedłem ze zrozumieniem , które teraz oferuję Tobie 🙂 Nie gwarantuję wyniku, ale to, co mogę obiecać, że zawsze będziesz mógł z godnością spojrzeć w lustro i swojemu dziecku w oczy.