Czy świadkowie naprawdę mogą przesądzić o wyniku sprawy?
Jednym z pierwszych pytań, jakie zadaje sobie wielu ojców po rozpoczęciu postępowania rodzinnego, jest: „Kogo mogę powołać na świadka?” Bardzo szybko zaczynamy przypominać sobie wszystkie osoby, które widziały nas z dzieckiem – dziadków, sąsiadów, nauczycieli, lekarzy, znajomych czy rodziców spotykanych na placu zabaw. Wydaje się to naturalne. Skoro ktoś obserwował nasze zaangażowanie, to przecież może o nim opowiedzieć przed sądem.
Świadkowie oczywiście odgrywają swoją rolę i w wielu sprawach ich zeznania mogą mieć znaczenie. Problem polega jednak na tym, że często przypisujemy im znacznie większą wagę, niż są w stanie rzeczywiście udźwignąć. Liczymy na to, że jedna osoba przekona sąd, iż jesteśmy świetnym ojcem, podczas gdy postępowanie rodzinne niemal zawsze opiera się na ocenie całokształtu relacji rodzica z dzieckiem, a nie na pojedynczych wypowiedziach świadków.
Warto również pamiętać, że wielu świadków znajduje się w bardzo trudnej sytuacji. Często są to osoby, które znają oboje rodziców i nie chcą opowiadać się po żadnej ze stron konfliktu. Nawet jeśli mają powiedzieć wyłącznie to, co widziały i czego doświadczyły, sam udział w postępowaniu może być dla nich źródłem dużego dyskomfortu. Obawiają się pogorszenia relacji z jedną ze stron, nie chcą być wciągani w rodzinny konflikt albo po prostu nie czują się dobrze w roli świadka przed sądem. Może również dojść do sytuacji, że sąd po prostu nie zdecyduje się wezwać świadków.
Dlatego uważam, że nie warto budować swojej strategii na przekonaniu, że to świadkowie „wygrają” sprawę. Znacznie ważniejsze jest stworzenie takiego obrazu własnego zaangażowania, który będzie wynikał z całokształtu materiału zgromadzonego w postępowaniu. Sposób komunikacji z drugim rodzicem, podejmowane decyzje, relacja z dzieckiem, codzienne zachowania oraz konsekwencja w działaniu często mówią o rodzicu znacznie więcej niż nawet najbardziej życzliwy świadek.
Nie oznacza to oczywiście, że z powoływania świadków należy całkowicie rezygnować. Są sytuacje, w których ich zeznania mogą pomóc wyjaśnić istotne okoliczności lub potwierdzić ważne fakty. Warto jednak traktować ich jako uzupełnienie materiału dowodowego, a nie jego fundament. Im bardziej nasza postawa broni się sama, tym mniejsza potrzeba angażowania kolejnych osób do potwierdzania tego, jakim jesteśmy rodzicem.
To właśnie dlatego podczas współpracy zachęcam ojców, aby przede wszystkim skupili się na tym, na co mają realny wpływ. Nie na szukaniu coraz większej liczby świadków, ale na budowaniu takiego obrazu własnego rodzicielstwa, który będzie spójny, konsekwentny i widoczny w ich codziennych decyzjach. W idealnej sytuacji świadkowie nie mają przekonywać sądu, że jesteś dobrym ojcem. Ich rola powinna jedynie potwierdzić to, co już wyraźnie wynika z Twojego własnego zachowania.
Leave a Reply