Nie jestem prawnikiem ani psychologiem - jestem ojcem

Nie można zmienić sądu. Nie można zmienić przepisów. Nie można zmienić drugiego rodzica. Jedyne, co można zmienić to własny sposób postępowania w sprawie rodzinnej. I właśnie ta zmiana perspektywy stała się początkiem wszystkiego, co robię i w czym pomagam innym dzisiaj.

Jestem ojcem.

Ojcem, który sam przeszedł przez kilka postępowań rodzinnych i – jak wielu innych – na początku patrzył na swoją sprawę bardzo emocjonalnie – czułem się wręcz zagrożony jako człowiek, bo najważniejszy aspekt mnie – ojcostwo – było kwestionowane przez matkę i miało zostać ocenione przez sąd.

Bałem się, że mimo świetnej relacji z córką nie zostanę oceniony dobrze jako ojciec. W internecie pełno jest historii o tym, jak to ktoś nie wiedział ile włosów na głowie miało jego dziecko i jak przez to trafił do więzienia… Żartuję. Mój strach przed tą oceną pozostawał jednak realny, no i ogólnie sprawy sądowe budziły mój niepokój. We wniosku matki pojawił się szereg poważnych zarzutów pod moim adresem, a równolegle z wnioskiem została wszczęta procedura Niebieskiej Karty. Bałem się, i to bardzo. A ze strachu człowiek robi różne rzeczy, często nie te, które powinien.

Dzisiaj wiem, że postępowania rodzinne działają inaczej.

Dobro dziecka jest waźniejsze od prawdy. I to dobra wiadomość.

Przez długi czas uważałem, że moim zadaniem jest sprostować zarzuty, przedstawić prawdę, i że to się obroni.

Każde pismo, każda odpowiedź i każda wiadomość były poparte dowodami – wiadomościami, nagraniami, filmami wideo….

Dzisiaj rozumiem, że niezależnie od tego, kto miał rację w poszczególnych sytuacjach, samo zderzenie dwóch przeciwstawnych narracji było dla sądu przede wszystkim sygnałem głębokiego konfliktu między rodzicami.

A głęboki konflikt to dla ojca w 99% brak możliwości sprawowania opieki w modelu naprzemiennym, a czasem brak możliwości sprawowania opieki w ogóle. Koniec i kropka.

To była lekcja, której nie znalazłem w żadnym poradniku.

Zmiana perspektywy to klucz

Przełom nastąpił wtedy, gdy przestałem patrzeć na sprawę ze swojej perspektywy, a zamiast tego spojrzałem z boku, z góry – innymi słowy oczami kogoś z zewnątrz.

Zacząłem patrzeć na nią jak na system, którego centrum nie stanowią rodzice, lecz dziecko.

Zrozumiałem, że dla sądu prawda jednej czy drugiej strony jest często jedynie perspektywą bądź interpretacją.

Najważniejsze z perspektywy sprawowania władzy rodzicielskiej, zwłaszcza w modelu naprzemiennym jest to, czy rodzice są w stanie stworzyć dziecku stabilne środowisko mimo rozstania.

To całkowicie zmieniło sposób, w jaki zacząłem się komunikować, podejmować decyzje i patrzeć na własne zachowanie. I to jest coś, co chcę oferować innym.

Skąd pomysł na "Równego Tatę"?

Przez własne doświadczenia zrozumiałem, że wielu ojców popełnia dokładnie te same błędy.

Nie dlatego, że są złymi rodzicami.

Dlatego, że nikt nie tłumaczy im, jak postępowania rodzinne różnią się od większości innych sporów.

Dzisiaj chcę dzielić się tym doświadczeniem z innymi ojcami.

Nie po to, aby uczyć ich walczyć czy wygrać z matką dziecka.

Chcę pomagać im zrozumieć mechanizmy postępowania rodzinnego i podejmować decyzje, które pozostają spójne z rolą odpowiedzialnego rodzica.

Tak, by mogli spojrzeć w przyszłości prosto w oczy swoich dzieci i szczerze powiedzieć im, że działali dla ich dobra.