Moment, w którym otrzymujesz pozew lub sam składasz wniosek do sądu, jest dla większości ojców początkiem zupełnie nowego etapu. To już nie są przypuszczenia ani obawy. Sprawa stała się faktem i od tej chwili masz poczucie, że wszystko może mieć znaczenie.
Jeżeli to druga strona złożyła wniosek, prawdopodobnie po raz pierwszy czytasz zarzuty, z którymi całkowicie się nie zgadzasz. Widzisz sytuacje przedstawione z zupełnie innej perspektywy, wydarzenia wyrwane z kontekstu albo interpretacje, które wydają Ci się zwyczajnie niesprawiedliwe. Naturalną reakcją jest chęć odpowiedzenia na każdy z nich i pokazania sądowi, że prawda wygląda zupełnie inaczej.
Jeżeli natomiast to Ty złożyłeś wniosek, czekasz na odpowiedź drugiej strony. Zastanawiasz się, co tam będzie. Czy pojawią się nowe zarzuty? Czy druga strona będzie próbowała podważyć Twoje kompetencje jako ojca? Czy znajdą się tam sytuacje, o których nawet nie pomyślałeś?
Niezależnie od tego, po której stronie jesteś, bardzo szybko pojawia się jedno uczucie.
Masz wrażenie, że nie możesz już pozwolić sobie na żaden błąd.
Każda wiadomość zaczyna być analizowana po kilka razy przed wysłaniem. Zastanawiasz się, czy odpowiedzieć od razu, czy lepiej poczekać. Czy zgłosić kolejne zachowanie drugiego rodzica, czy odpuścić. Czy to, co właśnie robisz, pomoże Ci w sądzie, czy wręcz przeciwnie.
To ogromne obciążenie psychiczne.
Co gorsza, bardzo często prowadzi do sytuacji, w której całe życie zaczyna kręcić się wokół sprawy sądowej. Zamiast skupić się na relacji z dzieckiem, zaczynasz myśleć o tym, co może zostać wykorzystane przeciwko Tobie, jak odpowiedzieć na kolejne pismo albo czy nie przeoczyłeś czegoś ważnego.
Sam bardzo dobrze znam ten stan.
Pamiętam, jak łatwo jest uwierzyć, że każda prowokacja wymaga odpowiedzi, każde zachowanie drugiego rodzica trzeba udokumentować, a każdy zarzut natychmiast obalić. To wydaje się logiczne. W końcu skoro druga strona przedstawia swoją wersję wydarzeń, to naturalnie pojawia się potrzeba przedstawienia własnej.
Problem polega na tym, że w pewnym momencie można zacząć reagować już nie na to, co jest naprawdę ważne, ale na wszystko, co wywołuje emocje.
I właśnie wtedy najłatwiej zgubić kierunek.
Moim zadaniem nie jest powiedzieć Ci, że masz przestać walczyć o swoje dziecko. Wręcz przeciwnie. Chcę pomóc Ci odróżnić sytuacje, które rzeczywiście wymagają reakcji, od tych, które jedynie pochłaniają Twój czas, energię i emocje, nie przybliżając Cię do celu.
Nie chodzi o to, żeby odpowiadać na każdy zarzut.
Nie chodzi o to, żeby udowodnić, że drugi rodzic nie ma racji we wszystkim.
Chodzi o to, żeby każda kolejna decyzja była świadoma i wynikała z odpowiedzi na jedno pytanie:
Czy to, co zamierzam zrobić, rzeczywiście zwiększa moje szanse na aktywne uczestniczenie w życiu mojego dziecka?
Jeżeli odpowiedź brzmi „tak”, warto działać.
Jeżeli odpowiedź nie jest oczywista, bardzo często lepiej zatrzymać się na chwilę i spojrzeć na sytuację z szerszej perspektywy.
To właśnie w tym mogę Ci pomóc.
Nie przejmę za Ciebie odpowiedzialności za decyzje.
Nie mogę obiecać, że sąd wyda określone orzeczenie.
Mogę natomiast pomóc Ci podejmować kolejne decyzje spokojniej, bardziej świadomie i z myślą o celu, dla którego w ogóle znalazłeś się w tym postępowaniu.
Bo kiedy sprawa trafia do sądu, największym wyzwaniem często nie jest napisanie dobrego pisma.
Największym wyzwaniem jest nie zgubić samego siebie pośród wszystkich emocji, zarzutów i codziennych konfliktów.