Narcyzm, borderline, czyli kilka słów o etykietowaniu

Dlaczego takie etykiety rzadko pomagają w postępowaniu rodzinnym?

Jednym z najczęściej używanych dziś określeń w konfliktach rodzinnych jest słowo „narcyz”. Wystarczy przejrzeć internetowe grupy wsparcia, obejrzeć kilka filmów na YouTube czy przeczytać artykuły dotyczące rozstań, aby odnieść wrażenie, że niemal każdy trudny partner lub partnerka posiada narcystyczne zaburzenie osobowości. Często można również spotkać się z poradami, które niemal z góry zakładają, że druga strona jest narcyzem i właśnie w ten sposób należy budować swoją strategię procesową.

Doskonale rozumiem, skąd bierze się takie myślenie. Jeżeli przez wiele miesięcy doświadczamy manipulacji, braku empatii czy zachowań, które wydają się całkowicie niezrozumiałe, bardzo łatwo jest szukać jednej etykiety, która wszystko wyjaśni. Problem polega jednak na tym, że postępowanie rodzinne nie polega na stawianiu diagnoz psychologicznych.

Badania prowadzone przez OZSS czy biegłych mają przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie, jakie rozwiązanie będzie najlepiej służyło dobru dziecka. Oczywiście, w toku badania mogą zostać zauważone cechy osobowości lub trudności psychologiczne rodziców, jednak samo rozpoznanie określonych cech czy nawet zaburzeń nie przesądza jeszcze o tym, że dany rodzic nie jest w stanie prawidłowo opiekować się dzieckiem. Między stwierdzeniem określonych cech osobowości a wykazaniem ich realnego wpływu na wykonywanie obowiązków rodzicielskich istnieje bardzo duża różnica.

W praktyce wielu ojców poświęca ogromną ilość energii na próbę udowodnienia, że matka dziecka jest narcyzem, manipulatorką czy osobą toksyczną. Zaczynają gromadzić artykuły psychologiczne, porównywać zachowania do opisów z internetu i analizować każdy szczegół relacji. Rozumiem tę potrzebę, ponieważ sam będąc w środku konfliktu, bardzo łatwo uwierzyć, że jeżeli tylko uda się nazwać problem, sąd automatycznie spojrzy na sprawę inaczej.

Z mojego punktu widzenia jest to jednak droga, która bardzo rzadko przynosi oczekiwane rezultaty. Nawet gdyby druga strona rzeczywiście posiadała określone cechy osobowości, najważniejszym pytaniem pozostaje to, w jaki sposób przekładają się one na funkcjonowanie dziecka i wykonywanie władzy rodzicielskiej. Samo używanie etykiet czy psychologicznych określeń nie zastąpi konkretnych faktów i nie odpowie na pytanie, jak oboje rodzice radzą sobie z codziennym wychowaniem dziecka.

Dlatego uważam, że znacznie lepiej skierować swoją energię na to, na co rzeczywiście masz wpływ. Nie na próbę postawienia diagnozy drugiemu rodzicowi, ale na budowanie własnej postawy, spokojnej komunikacji, odpowiedzialnych decyzji i konsekwentnego zaangażowania w życie dziecka. To są obszary, które możesz rozwijać każdego dnia i które rzeczywiście budują obraz Ciebie jako rodzica.

Nie oznacza to oczywiście, że należy ignorować trudne zachowania drugiej strony. Jeżeli mają one realny wpływ na dobro dziecka, powinny zostać odpowiednio przedstawione sądowi. Warto jednak pamiętać, że celem postępowania rodzinnego nie jest ustalenie, kto jest narcyzem, a kto nie. Celem jest znalezienie takiego rozwiązania, które najlepiej zabezpieczy potrzeby dziecka.

Właśnie dlatego podczas współpracy zachęcam ojców, aby zamiast zastanawiać się, jaką etykietę przypisać drugiemu rodzicowi, zadali sobie inne pytanie: „Jakie decyzje mogę podjąć dzisiaj, aby pokazać, że potrafię spokojnie i odpowiedzialnie pełnić swoją rolę jako tata?” Z mojego doświadczenia to właśnie takie podejście daje znacznie więcej niż wielomiesięczne próby udowadniania przed sądem, jaką osobą jest drugi rodzic.

Leave a Reply

Your email address will not be published.