Kilka dni temu trafiłem na artykuł w Rzeczypospolitej o planach nowelizacji do Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego, która miałaby uregulować kwestię opieki nad dzieckiem po rozstaniu rodziców.
Ta nowelizacja budzi moje mieszane uczucia. Z jednej strony dostrzegam w niej bardzo potrzebną próbę uporządkowania zasad sprawowania opieki po rozstaniu rodziców. Szczególnie istotne wydaje mi się wprowadzenie mechanizmów pozwalających sądowi badać przemoc i przeciwdziałać instrumentalnemu wykorzystywaniu tego typu zarzutów, a także wyraźniejsze dostrzeżenie prawa dziecka do relacji z obojgiem rodziców.
Z drugiej strony mam spore wątpliwości, czy samo wprowadzenie do ustawy pojęcia „pieczy współdzielonej” rzeczywiście oznacza przełom w orzekaniu tego, co dziś nazywamy opieką naprzemienną. Projekt przewiduje bowiem, że dziecko może przebywać u każdego z rodziców w powtarzających się, ale niekoniecznie równych okresach – np. 60/40, 70/30. Teoretycznie podział 95/5 też może zostać nazwany pieczą współdzieloną.
I tutaj właśnie pojawia się moje największe zastrzeżenie. „Piecza współdzielona” brzmi bardzo prorodzicielsko, ale sama nazwa niewiele mówi o rzeczywistym udziale każdego z rodziców w życiu dziecka. W pewnym sensie pieczę współdzielimy już wtedy, gdy oboje rodzice uczestniczą w jej sprawowaniu, nawet jeżeli jeden z nich ma dziecko przez kilka godzin w tygodniu, a drugi przez zdecydowaną większość czasu.
Dlatego byłbym bardzo ostrożny z określaniem tej zmiany mianem przełomu czy milowego kroku w kierunku opieki naprzemiennej. Kluczowe będzie nie to, jak nazwiemy model, ale jak przepisy będą stosowane w praktyce i jak często „piecza współdzielona” będzie rzeczywiście oznaczała istotny, regularny udział obojga rodziców w codziennym życiu dziecka.
Tym bardziej że sam projekt pozostawia sądowi znaczną przestrzeń do oceny konkretnej sytuacji – uwzględniane mają być m.in. wiek i potrzeby dziecka, dotychczasowy podział obowiązków, odległość między domami, sytuacja zawodowa rodziców oraz ich zdolność do współpracy, czyli wszystkie te czynniki, które już dziś sądy biorą pod uwagę. Pytanie więc, czy ta nowelizacja cokolwiek zmieni co do kryteriów i ich wagi w kwestii oceny dobra dziecka.
Dlatego cieszyłbym się z tej zmiany, ale jeszcze nie świętowałbym zwycięstwa. O tym, czy rzeczywiście będzie to krok w stronę bardziej równorzędnego rodzicielstwa, zdecyduje dopiero praktyka orzecznicza.
Leave a Reply