Dlaczego nie warto przygotowywać się wyłącznie do badań OZSS?

Paradoksalnie najlepsze przygotowanie do badania zaczyna się na długo przed wyznaczeniem jego terminu.

Dla wielu ojców skierowanie do OZSS jest jednym z najbardziej stresujących momentów całego postępowania. Pojawia się wtedy naturalna potrzeba znalezienia odpowiedzi na pytanie: „Jak przygotować się do badania?” W internecie bez trudu można znaleźć książki, szkolenia i poradniki obiecujące, że pokażą, jak odpowiadać na pytania biegłych, jak zachowywać się podczas badania i czego unikać, aby zwiększyć swoje szanse na uzyskanie korzystnej opinii.

Doskonale rozumiem, dlaczego takie materiały cieszą się dużą popularnością. Sam będąc w trakcie postępowania, również szukałem prostych odpowiedzi i miałem nadzieję, że istnieje sposób, aby dobrze przygotować się do tego jednego, niezwykle ważnego dnia. Z czasem zrozumiałem jednak, że takie podejście może prowadzić na manowce.

Badanie w OZSS nie jest egzaminem, podczas którego liczy się zapamiętanie właściwych odpowiedzi. Biegli nie oceniają wyłącznie tego, co powiesz podczas kilku godzin spędzonych w ośrodku. Przed badaniem zapoznają się z aktami sprawy, czytają pisma procesowe, analizują stanowiska obojga rodziców i budują sobie pewien obraz konfliktu jeszcze zanim usiądziesz naprzeciwko nich. Rozmowa, testy psychologiczne czy wspólne aktywności z dzieckiem są jedynie jednym z elementów tej szerszej oceny.

Właśnie dlatego nie wierzę w uczenie się gotowych odpowiedzi ani w przygotowywanie się do OZSS w taki sposób, jak przygotowuje się do egzaminu. Jeżeli przez wiele miesięcy działasz w określony sposób, a potem nagle na badaniu wychodzi coś zupełnie innego, bardzo łatwo może pojawić się rozdźwięk pomiędzy tym, co wynika z materiału dowodowego, a tym, co prezentuje podczas badania. Nie chodzi o to, że biegli szukają potknięć. Chodzi o to, że oceniają całość funkcjonowania rodzica, a nie tylko kilka godzin spędzonych w gabinecie.

Moim zdaniem najlepszym przygotowaniem do badania nie jest więc intensywna nauka na kilka dni przed wyznaczonym terminem, ale konsekwentne i spójne działanie przez cały okres postępowania. Jeżeli na co dzień podejmujesz przemyślane decyzje, budujesz dobrą relację z dzieckiem, uczysz się komunikacji z drugim rodzicem i rozumiesz, jakie zachowania rzeczywiście przybliżają Cię do celu, badanie przestaje być sytuacją, w której musisz zastanawiać się nad każdą odpowiedzią. Wchodzisz na nie spokojniejszy, bo nie próbujesz nikogo przekonać do wykreowanego wizerunku – po prostu pokazujesz siebie jako rodzica.

To właśnie jest kierunek, którego uczę podczas współpracy. Nie przygotowuję ojców do jednego dnia badania ani nie uczę odpowiedzi na konkretne pytania, ponieważ uważam, że takie przygotowanie ma ograniczoną wartość. Zamiast tego pomagam zrozumieć, jakie postawy i decyzje są spójne z dobrem dziecka i w jaki sposób budować je przez cały okres postępowania. Dzięki temu, kiedy przychodzi dzień badania, nie trzeba przypominać sobie treści przeczytanej książki ani zastanawiać się, jak wypada odpowiedzieć. Wystarczy być sobą – rodzicem, którego codzienne działania od wielu miesięcy są zgodne z tym, co chce przekazać również podczas badania.

Leave a Reply

Your email address will not be published.