Zadzwonię, czyli o rozmowach telefonicznych z dzieckiem

Kontakt telefoniczny albo wideo z dzieckiem może wydawać się bardzo dobrym rozwiązaniem, szczególnie wtedy, kiedy rodzic ma ograniczoną możliwość spotykania się z nim osobiście. Nic więc dziwnego, że ojcowie często chcą, aby w orzeczeniu znalazł się konkretny zapis gwarantujący regularne rozmowy, na przykład określonego dnia i o określonej godzinie. Takie rozwiązanie może dawać poczucie bezpieczeństwa: skoro sąd ustalił kontakt, drugi rodzic powinien go umożliwić.

Warto jednak zastanowić się, jak taki zapis wygląda z perspektywy samego dziecka. Dla dorosłego ustalona godzina może oznaczać po prostu realizację kontaktu. Dla dziecka ta sama godzina może wypaść dokładnie wtedy, kiedy jest zajęte zabawą, ogląda film, jest u koleżanki, odpoczywa albo zwyczajnie nie ma ochoty rozmawiać. I właśnie wtedy coś, co miało być dodatkową możliwością kontaktu z tatą, może zacząć być przez dziecko odbierane jako kolejny obowiązek.

Dlatego sam nie jestem zwolennikiem traktowania regularnych kontaktów telefonicznych czy wideorozmów jako podstawowego rozwiązania. Szczególnie ostrożnie podchodziłbym do sytuacji, w której rodzic zabiega o bardzo szczegółowy zapis w orzeczeniu, określający konkretny dzień, godzinę i czas trwania rozmowy. Z perspektywy dorosłego może to wyglądać jak zabezpieczenie jego prawa do kontaktu. Z perspektywy dziecka może natomiast oznaczać konieczność przerwania tego, co właśnie robi, tylko dlatego, że nadszedł czas rozmowy z rodzicem.

Nie oznacza to oczywiście, że kontakt telefoniczny czy wideo jest zły. W wielu sytuacjach może być bardzo wartościowym uzupełnieniem kontaktów osobistych. Szczególnie wtedy, kiedy dziecko samo chce porozmawiać z rodzicem, chce mu coś pokazać, opowiedzieć o swoim dniu albo po prostu usłyszeć jego głos. Różnica polega na tym, czy telefon jest dodatkową możliwością utrzymywania relacji, czy zaczynamy traktować go jako obowiązek, który dziecko musi realizować według harmonogramu.

W postępowaniu rodzinnym łatwo jednak wpaść w pułapkę myślenia, że każdy dodatkowy zapis w orzeczeniu oznacza dodatkową ochronę naszych praw. Tymczasem nie zawsze tak jest. Jeżeli celem jest rzeczywiście zwiększenie naszej obecności w życiu dziecka, warto zastanowić się, czy energię przeznaczoną na uzyskanie kolejnych godzin rozmów telefonicznych nie lepiej wykorzystać na działania, które mogą prowadzić do większej liczby rzeczywistych, bezpośrednich kontaktów z dzieckiem.

To właśnie na tym koncentruję się w pracy z ojcami. Zamiast automatycznie szukać kolejnego punktu, który można dopisać do orzeczenia, zastanawiamy się, co rzeczywiście może poprawić sytuację dziecka i relację z ojcem. Czasami będzie to lepsze wykorzystanie już przyznanych kontaktów, czasami spokojne budowanie zaufania między rodzicami, a czasami przygotowanie argumentacji i działań, które w przyszłości mogą prowadzić do rozszerzenia kontaktów osobistych.

Bo dla dziecka godzina spędzona z tatą na placu zabaw, wspólne śniadanie, wycieczka, czytanie książki czy zwykłe bycie razem jest czymś zupełnie innym niż dwadzieścia minut rozmowy przez ekran. Kontakt telefoniczny może podtrzymywać relację, ale nie zastępuje obecności rodzica.

Dlatego zanim zawnioskujemy o kolejny szczegółowy zapis dotyczący rozmów telefonicznych albo wideorozmów, warto zadać sobie prostsze pytanie: czy to naprawdę jest rozwiązanie, które najlepiej służy relacji z moim dzieckiem? Czasami odpowiedź będzie twierdząca. Czasami jednak najlepszym rozwiązaniem będzie zrezygnowanie z walki o kolejną godzinę kontaktu przez telefon i skoncentrowanie się na tym, jak stworzyć warunki do tego, żebyśmy mogli spędzać z dzieckiem więcej czasu naprawdę — obok niego, a nie tylko na ekranie.

Leave a Reply

Your email address will not be published.